MIKOŁAJ KAPAŁA: BĘDĘ SZUKAŁ SWOJEJ SZANSY

Dodano: 30 września 2017 19:28
MIKOŁAJ KAPAŁA: BĘDĘ SZUKAŁ SWOJEJ SZANSY
Arkadiusz Hnida, Informacja własna
Obraz własny
Przedstawiamy rozmowę z Mikołajem Kapałem (6-3), który siódmego października wystąpi na Knockout Art 7. W Swarzędzu stanie przed ciekawym wyzwaniem w postaci Dominika Bala (12-8). Mikołaj szlifuje swoje umiejętności jak to przystało na prawdziwego i twardego zawodnika muay thai. Doświadczenie zbierał przed ponad pół roku w samym sercu Tajlandii gdzie nie tylko trenował, ale też walczył. Czy jego trenerzy będą mieli powód do dumy? Fani łokci i kolan znajdą w tej walce coś dla siebie!

Przedstawiamy rozmowę z Mikołajem Kapałem (6-3), który siódmego października wystąpi na Knockout Art 7. W Swarzędzu stanie przed ciekawym wyzwaniem w postaci Dominika Bala (12-8). Mikołaj szlifuje swoje umiejętności jak to przystało na prawdziwego i twardego zawodnika muay thai. Doświadczenie zbierał przed ponad pół roku w samym sercu Tajlandii gdzie nie tylko trenował, ale też walczył. Czy jego trenerzy będą mieli powód do dumy? Fani łokci i kolan znajdą w tej walce coś dla siebie!

- Cześć Mikołaj! Jak samopoczucie przed walką?Mikołaj Kapała: Cześć! Jest dobrze, a nawet lepiej niż zwykle. Pierwszy raz będę walczył z tak utytułowanym i doświadczonym zawodnikiem. Trenerzy postawili mi poprzeczkę dosyć wysoko, co dało mi duży zastrzyk motywacji. Czuje się doceniony i jestem wdzięczny za wiarę w moje umiejętności. Marzyłem o wielkiej walce u siebie w mieście. Dostałem ją i czuje się świetnie. Ta walka mogłaby być walką wieczoru. Szanuje każdego przeciwnika, jednak tym razem jestem pewien, że to będzie mój wieczór, w moim mieście, z moją publicznością.

- Czym jest dla ciebie start w organizacji Knockout Art?MK: Organizacja Knockout Art ma dla mnie szczególne znaczenie ze względu na to, że w 2014 roku zawalczyłem na pierwszej edycji w Środzie Wlkp. Wtedy jeszcze nie myślałem o tym, że mógłbym uprawiać ten sport 'na poważnie'. Miałem walczyć na zwykłej lidze, dla zabawy, dla doświadczenia i sprawdzenia samego siebie. Na niespełna miesiąc przed wydarzeniem pojawiła się możliwość wystąpienia na wieczornej gali i zawalczenia z lokalnym zawodnikiem w formule pro amatorskiej. Zgodziłem z myślą, że fajnie będzie mieć pucharek i parę zdjęć z takiego eventu na pamiątkę. Spodobały mi się przygotowania, indywidualne podejście trenerów do mnie, ta cała otoczka wokół nadchodzącego wydarzenia. Poczułem, że w tym okresie przygotowawczym bardzo się rozwinąłem jako zawodnik i myślę, że gdyby nie występ na gali to nie przykładałbym się tak bardzo i nie zrobiłbym takich postępów. Dziękuje organizatorom, że wtedy pomyśleli o mnie, bo po zwycięskiej walce tamtego wieczoru, wyznaczyłem sobie kolejne cele i uznałem, że spróbuje osiągnąć coś więcej niż tylko kilka pucharów z małych zawodów. Gdyby nie tamta walka to dzisiaj mógłbym trenować dla przyjemności, nie mając w głowie profesjonalnego podejścia jakie mam dzisiaj. W tym miejscu chciałbym serdecznie pozdrowić Piotrka Woźniaka, który prowadził mnie w tamtym okresie, dzięki czemu wygrałem tą walkę i kolejną dosłownie tydzień później na Gali Boksu w Śremie w formule K1, dzięki czemu nabrałem wiary w siebie i ambicji na więcej. Podsumowując po pierwszej walce, na pierwszej edycji Knockout Art pomyślałem, że fajnie byłoby wygrać u siebie po dobrej walce. Czekałem na to kilka lat, no i doczekałem się. Jestem wdzięczny, zmotywowany i dam z siebie wszystko by organizatorzy wiedzieli, że wystawiając mnie podjęli właściwą decyzje. Wtedy i dziś.

- Jak wyglądają przygotowania do tego starcia?MK: Przygotowania wyglądają profesjonalnie jak nigdy. Cały czas jestem zawodnikiem na poziomie amatorskim. Walczyłem raz zawodowo - w Bangkoku, jednak to przede wszystkim dlatego, że tam ochraniaczy używa się raczej tylko na treningach. Walka odbędzie się na zasadach pro amatorskich jednak ze względu na doświadczonego i utytułowanego przeciwnika podszedłem do tego tak, jakbym przygotowywał się do walki o mistrzostwo świata. Naprawdę. Jak wspominałem, jest to moje spełnienie marzeń i nie widzę innej opcji niż wygrana. Zmieniłem się bardzo jako zawodnik i jako człowiek. Zmieniło się moje myślenie, nastawienie i po ponad dwóch miesiącach przygotowań czuje się jak zawodowiec. Uczestniczyłem w zajęciach grupowych jak i indywidualnych. Cały czas trzymam staranie przygotowaną dietę od której nie odstępuje. W połowie przygotowań uczestniczyłem w obozie treningowych, byłem na kilku sesjach sparingowych, eliminuje błędy i słabości, doszlifowuje to w czym czuje się mocny. Myślę, że zrobiłem już wszystko co mogłem zrobić, że czasowo nie dało się zrobić więcej, zaangażowałem się jak nigdy wcześniej. Muszę to wygrać.

- Twoim rywalem będzie Dominik Bala. Co wiesz na jego temat?MK: Wiem, że jest srebrnym medalistą Mistrzostw Europy w K1, Mistrzem Polski w lowkick i chyba też k1. Wiem, że ma dużo więcej walk ode mnie i że zaczął trenować i walczyć w młodym wieku przez co nie mogę go w żaden sposób lekceważyć. Jestem 5 lat starszy, ale to nie ma znaczenia. Mówi się, że tytuły nie walczą, ale na pewno świadczą o tym, że Dominik jest również zawodnikiem traktującym ten sport poważnie i że na pewno mi nie odpuści do samego końca. Jestem przekonany, że jest młodym talentem, który może jeszcze wiele osiągnąć, że będzie dobrze przygotowany i że damy dobrą walkę.

- Walka przed własną publicznością to zawsze coś specjalnego?MK: Pewnie, że tak! To wielki stres ale i wielka motywacja. Przede wszystkim też wyzwanie, któremu będę musiał stawić czoła. Wiem, że na trybunach będzie wiele moich bliskich znajomych, wiem że będą krzyczeli i wiem, że nie mogę dać się ponieść emocjom. Na pewno ich doping będzie bardzo motywujący jednak będę musiał się skupić na słuchaniu narożnika, a nie publiczności. Nie mogę ich zawieść i nie zrobię tego. Przede wszystkim walczę dla siebie, ale tym razem będę chciał dać też ładną walkę, żeby wyszli z poczuciem, że warto było przyjść i zapłacić za bilet, że emocje na żywo nie dorównują tym sprzed telewizora. Muay Thai to nadal mała popularny sport w Polsce, przyćmiony trochę prze MMA, będę chciał pokazać, że tutaj jest równie, a nawet bardziej emocjonująco.

- Trenowałeś jak i walczyłeś w Tajlandii. Zacznijmy od samego treningu jak wrażenia?MK: Treningi są różne i to zależy gdzie trafisz i jak zostaniesz odebrany. Na pewno nie polecam samego Bangoku jeżeli ktoś szuka 'prawdziwego tajskiego gymu'. W Bangkoku jest wiele klubów pod turystów, gdzie treningi odbywają się w jednym schemacie. Najpierw skakanka, potem worek, potem 5 rund tarcz, czasem jakaś technika, czasem nie, potem czasem jakiś sparing, czasem nie i tyle. Musisz się wykazać, albo udowodnić, że jesteś profesjonalnym zawodnikiem, żeby zaczęli traktować Cię poważnie i żeby zaczęli przykładać się do prowadzonych treningów. Ciężko będzie wynieść coś nowego tym, którzy lecą tam na dwa tygodnie, chyba że są już profesjonalistami i widać to po nich. Ja byłem tam 5 miesięcy, na wymianie studenckiej dzięki Jędrzejowi Łapawie, który wpadł na ten szalony pomysł. Przypadkiem trafiliśmy do wspaniałego trenera, który był dla nas jak opiekun. Od razu chciał nam załatwiać walki, każdego z nas traktował indywidualnie i uczył czegoś innego. Po treningach odwoził nas do domu, a wieczorami zapraszał na wspólne wyjścia, podczas których pokazywał nam miejsca i wydarzenia w Bangkoku do których byśmy sami pewnie nie dotarli. Mieliśmy z Jędrzejem dużo szczęścia, wykorzystaliśmy to, co zaowocowało zawodowym debiutem jako zwieńczenie tego wszystkiego, pod koniec wyjazdu.

- Jak ocenisz zainteresowanie tą formułą w tym kraju?MK: To zależy. Generalnie rośnie. Widać co raz więcej nowych twarzy na treningach i co raz więcej zawodów mniejszej i większej rangi co cieszy. Boli trochę to, że ludzie po prostu chcą się bić, trenują bo usłyszeli, że to najlepsza formuła walki w stójce, a nie mają w ogóle pojęcia o kulturze i otoczce która temu towarzyszy. Niejednokrotnie spotkałem się ze zdziwieniem kolegi, kiedy usłyszał charakterystyczną tajską muzykę w czasie zawodów i nie wiedział dlaczego ma do czegoś takiego walczyć i stwierdził, że to mu będzie przeszkadzać. Ludzie nie wiedzą czym jest taniec wykonywany przed walką. Nie wiedzą nic o sporcie który trenują. Mam wrażenie, że wielu zaczyna trenować Muay Thai jako wstęp do późniejszego MMA. Nie mam z tym problemu, jednak jeżeli ktoś uważa się za zawodnika Muay Thai i chce walczyć w Muay Thai to powinien mieć podstawową wiedzę na temat Muay Thai.

- Na koniec powiedz jakie postawiłeś sobie cele i plany na niedaleką przyszłość?MK: Po najbliższej walce chce wywalczyć medal na Mistrzostwach Polski Muay Thai, trenuje już dość długo i mam żal do siebie, że jeszcze nigdy nie spróbowałem i nawet nie wybrałem się na takie zawody. Zawsze miałem jakaś wymówkę, najczęściej chodziło o pieniądze bo wszystko kosztuje, jednak teraz wiem, że nie ma co oszczędzać na tym co daje nam radość w życiu. Później zobaczymy. Póki jestem młody i silny, będę chciał ciągnąć to dalej i startować gdzie popadnie. Będę szukał swojej szansy tam gdy będzie mi dane spróbować. Kocham ten sport, tą kulturę, te emocje, ten stres i będę walczył póki zdrowie pozwoli.

- Dziękuję za rozmowę! Jeżeli chcesz kogoś pozdrowić, lub podziękować to proszę bardzo.MK: Chciałbym bardzo podziękować Pawłowi Stokłosie z organizacji Underground Sport Nation, za zorganizowanie diety, części indywidualnych treningów i ogólne wsparcie którego udziela mi w czasie przygotowań. Wszystkim trenerom: Adamowi Hałuszczakowi, Grzegorzowi Waligórze i Łukaszowi Radoszowi za zaangażowanie i wiarę w moje umiejętności. Dziewczynie Marcie za znoszenie moich humorków, zmian nastroju i nieustanne wspieranie mnie w dążeniu do celu. Jędrzejowi Łapawie, za dobre słowo i że dzięki jego pomysłowi poleciałem do Tajlandii i dzisiaj jestem gdzie jestem. Rodzicom, znajomym i wszystkim, którzy trzymają kciuki i będą 7.10 w Swarzędzu ze mną.

Przy okazji zapraszamy wszystkich do śledzenia Mikołaja na instagramie ---> www.instagram.com/mythaiway

Rozmawiał Arkadiusz Hnida

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp